Wszystkie wpisy

Na szpilkach

Siedzę jak na szpilkach.
Po ostatniej awanturze w domu robię wszystko jak automat.
Wstać przed 7, żeby nikogo nie zdenerwować.
Usilnie się uczyć, by nie usłyszeć niemiłych słów.
Jeść po kątach, by nikt nie widział i się nie czepiał.
Ćwiczyć nie dla siebie, a dla uniknięcia kąśliwych uwag.
Dziecinne to strasznie, ale tak reaguję na jego złość.
I choć on zapomniał już o tym, to ja znowu przez dłuższy czas będę jak zaprogramowany robocik.
Programowanie nie jest dla mnie.
Nie umiem, nie rozumiem, mimo słuchania po kilka razy jednej lekcji.
Zwyczajnie to nie moja bajka.
Ale będę na siłę próbowała zrozumieć, bo w tych lekcjach utopiona jest kasa.
Mam nadzieję, że wreszcie ktoś się odezwie z pracy i zacznę pracować.
Wtedy uzbieram kasę i oddam rodzicom za te pierdolone lekcje.
I jakoś lżej mi będzie ze świadomością, że to „moja” kasa została utopiona w błocie.
Nie każdy nadaje się na kierowce, nie każdy nadaje się na lekarza, NIE KAŻDY NADAJE SIĘ NA PROGRAMISTĘ.
I ja się nie nadaje.
Kuje, kuje i nic to nie daje.
To wszystko jest takie bez sensu…
Założyłam drugiego bloga, o kosmetykach.
Recenzje, denka, nowości, makijaże i takie tam.
Z tymi nowościami, to bym nie szalała, bo nie mam kasy, więc jadę na tym co mam w domu.
Jednak póki co to starcza.
Zarejestrowałam się w Avonie.
Nie wiem po cholerę, impuls, chwila.
Znowu uderzam o punkt wyjścia – nie mam kasy, więc nie wystartuje z tym „biznesem”.
Z resztą jeżeli zaczęłabym sprzedawać, to wylatuje z UP, jak wylecę z UP to nie mam ubezpieczenia i zostaję bez psychiatry, psychoterapii i leków.
Tadaaa…
Generalnie jestem w czarnej dupie.
Ani w prawo, ani w lewo, a centralnie to już w ogóle.
I znowu problem z dojazdem do ewentualnej pracy w sąsiednich miastach, gdyż zlikwidowano kolejne linie.
Z najbliższego dużego miasta nie wydostanę się po 20, a z pobliskiego mniejszego miasteczka po 21.
A to likwiduje dalsze miasta, gdyż połączenie jest przez to większe.
A na mieszkanie mnie nie stać.
Ilość zdrowasiek, które już naklepałam starczyłaby na wybawienie z czyśćca większości dusz.
I tęsknię za A.
Ile bym dała, żeby te nasze mieściny były bliżej siebie, to wiem tylko ja.
Wszystko nie tak.
Nie tak.
A ja tylko chciałabym żyć jak normalny człowiek.
Utrzymać pracę więcej niż pół roku.
Pracować i nie żerować na innych.
Czy ja tak dużo wymagam od życia??
Czasami czuję się jak bezużyteczny śmieć.
Czasami, gdy patrzę w lustro, mam ochotę napluć sobie w twarz.
Czasami sama sobie daje po pysku.
Czasami czuję się tak paskudna, brzydka, odrażająca, że nie rozumiem co widzi we mnie A.
Z resztą ja wielu rzeczy nie rozumiem.
Od kiedy zaczęłam się leczyć straciłam swoje zainteresowanie światem.
Większość wiedzy zdobywam na siłę.
Bo „wypada” to wiedzieć.
Milczę w czasie dyskusji.
Nie dlatego, że się wstydzę (no chyba, że to obcy ludzie), a dlatego, że nie mam nic do powiedzenia.
Nie mam własnego zdania.
Nie mam wiedzy.
I najgorsze w tym wszystkim, że przestało mi na tym zależeć.
Owszem, irytuje mnie to, ale jakoś nie potrafię się zmusić, by nadrobić zaległości, braki.
Wiedza, którą mam zaczyna zanikać.
Zaciera się, a ja nic z tym nie robię.
Sama sobie na złość.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *