Uncategorized

Zmiany, zmiany…

Zmiany, zmiany, zmiany.
Czwartego marca zaczynam pracę, jestem… zestresowana.
Czemu?
Już nawet nie chodzi o nowe wyzwania, a o to, że bolą mnie ciągle mięśnie, są zmęczone, nie ma w nich siły i zwyczajnie boję się, że nie dam rady wystać te 8 godzin.
Boję się , że polegnę, że będzie straszna lipa.
Mam tydzień na chodzenie po kilka godzin po rodzinnym mieście i rozruszanie mięśni.
Mam nadzieję, że to coś da i będzie mi łatwiej.
Do tego wszystkiego przeplata się silna tęsknota.
Tęsknie jak cholera za Tobą.
Każdego dnia coraz mocniej.
A wiem, że w najbliższym czasie zapewne się nie zobaczymy.
Ja też póki co nie mam jak przyjechać do Ciebie, nawet gdybyś chciał, nie mam zwyczajnie za co.
Zaczęłam znowu palić i jestem o to na siebie zła.
Czemu?
Bo myślałam, że dam sobie radę bez wspomagaczy.
A jednak nie.
Musiałam się ratować smrodami.
Żeby tylko wyluzować, odetchnąć, zrzucić napięcie.
A to daje każde zaciągnięcie.
Paradoks.
Trucizna daje odetchnąć…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *