Bóg w chorobie,  CHaDowe życie...,  Depresja,  Wszystkie wpisy

Zaprowadź mnie tam…

Zaprowadź mnie tam,
Skąd powrotu nie ma,
Gdzie ustaje wiara,
Spełnia się nadzieja,
Gdzie światłością pachnie każdy skrawek nieba,
Bo ją na swój obraz Miłość wylewa…
Mam mętlik w głowie.
Psychotropy mają za zadanie go wyciszyć, ale nie załatwiają podstawowej sprawy – nie odpowiadają na pytania, które w nim powstają.
Pojawia się chęć sięgnięcia po żyletkę, pojawiają się myśli o śmierci.
O mojej, o śmierci bliskich.
Boję się, choć nie dopuszczam tego do siebie.
Podobno miłość nie istnieje.
Jeżeli miłość nie istnieje, to nie istnieje Bóg.
Jeżeli nie istnieje Bóg, to po co do cholery to wszystko?
Jeżeli nie istnieje Bóg, nie ma nic po śmierci, to… serio powinnam się poderżnąć, przecież to nic nie zmieni.
Jednak ciągle mi nie pasuje to, że kłamstwo miałoby przetrwać ponad dwa tysiące lat.
Jak?
Jakim cudem?
Tak, tak, znam odpowiedź.
Chwilami mam wrażenie, że patrzę na jakąś inną rzeczywistość.
Trzecie podejście do tej notki.
Piszę ją w częściach, chyba tak łatwiej poskładać mi myśli w jedną całość.
Godzinę temu miałam napas myśli suicydalnych, rezygnacyjnych, zaczęłam czytać, czy moje leki można tak właściwie przedawkować w skuteczny sposób.
Jednak psychiatra wie co robi.
Wszystko można przedawkować, wszystko jest trucizną w odpowiedniej dawce.
I o dawkę tu się rozbija, bo dawka, która mogłaby mnie zabić jest za wysoka, by w ogóle ją przyjąć.
Siedzę na schodach pobliskiej biblioteki zamiast być na mszy i słucham Brothers in arms.
Wróciły wspomnienia Alex. Mogę swobodnie używać Twojego imienia, bo i tak wywaliłeś mnie z dnia na dzień że swojego życia.
Pamiętam doskonale jak pojawiłeś się w moim świecie w 2012 roku po Woodstocku.
Pisaliśmy ze sobą jakiś czas, nazywałeś mnie Makową Panienką.
Przyznam się Ci, że podkochiwałam się w Tobie, tak bardzo naiwnie.
Przeszedłeś że mną manię, słuchałeś moich wątpliwości, czy wstąpić do zakonu, słuchałeś o wielkich, duchowych uniesieniach.
Później przyszła diagnoza depresji, mówiłam. Ci o niej.
Znalazłeś dziewczynę.
I zniknąłeś z mojego życia bez pożegnania.
I tylko czasami ta piosenka, która mi tak często podsyłałeś ożywia wspomnienia.
Ożywia zastygłe obrazy…
I boję się, że ty też tak znikniesz…
Wczoraj przyznałam Ci się do myśli autodestruktywnych, czuję się winna.
Dzisiaj milczysz, zapewne z jakiegoś prostego powodu, ale moja psychika podpowiada mi miliony rzeczy, czarnych sytuacji…
Nie mam siły…
A muszę być silna, muszę zająć się domem, rodzicami bratem…
Muszę milczeć.
Muszę.
Choć czuję, że to milczenie mnie zabije.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *