CHaDowe życie...,  Mania,  Wszystkie wpisy

Ups, co tu się wyprawia?

Co tu jest grane?
Zamilkłam, zapiski szpitalne się nie pojawiają, co jest?
Ano jest!
Górka jest i jest dobrze!
Górka tym razem siadła na dbanie o siebie, więc… dobrze jest.
Jest co prawda parę minusów, np. jeżeli Twoje poglądy nie pokrywają się z moimi to prawdopodobnie:
a) wkurzę się, ale uda mi się opanować samą siebie,
b) wkurzę się i burknę coś złośliwie, po czym skapnę się, że znowu wychodzi ze mnie jędza i obrócę wszystko w słaby żart,
c) wkurzę się i zrobię Ci nieziemską awanturę.
Kolejnym minusem jest to, że są momenty w których nie nadążam za własnymi myślami, to znaczy, że chcę poruszyć milion tematów na raz i w efekcie wszyscy słuchacze/czytający gubią się i nie wiedzą o co mi chodzi, a ja wkurzona stwierdzam, iż „nie ważne”.
Następny minus? Proszę bardzo, jestem tępa przez połączenie szybkich myśli i kwety. Myśli są tak szybkie, że po nie umiem się skupić nad pracą umysłową.
Wszystko zaczynam, niewiele kończę.
Zmieniam zdanie co 5 minut, wydaję różne opinie, zaprzeczam sama sobie, ale to wszystko jest dla mnie prawdą w danym momencie i proszę Cię. Nie próbuj zaprzeczać.
Mam tryb monotematyczności. Nakręciłam się na jedną rzecz i ta rzecz jest moim motorem napędowym. Chrzanić, że jest na początku sierpnia i nawet nie wiem skąd mam wytrzasnąć kasę i by tam jechać. Walić to w tym momencie.
I jeszcze jedno. Aaaa, nie pamiętam już. A nie, wiem. Moja pamięć jest dobra, ale… krótka.
Ale pomijając te parę minusów, to:
rozpiera mnie energia i już rozumiem co to znaczy: jestem szczęśliwa po treningu.
To serio tak działa, jeżeli ćwiczenia są dopasowane do kondycji i stanu zdrowia, to po treningu interwałowym jestem cała mokra, ale szczęśliwa, po siłowym zmęczona i… rozluźniona.
I mam nową miłość. Pilates.
I kocham, ale to kocham gotować. Taka nowa pasja. Łączenie składników. Omnomnom.
I chce  mi się odchudzać. Mam ochotę walczyć.
I nakładam makijaż, czego nie robiłam od kilku miesięcy.
I nakładam balsamy, bo pamiętam i mi się chce.
I uwielbiam prysznice.
I pachnę perfumami.
I mam ochotę wreszcie zacząć naukę Szwedzkiego (tylko jak to zrobić z tym stopniem zdekoncentrowania i… zanikami pamięci?).
I modlić mi się chce, chociaż nie za bardzo obchodzi mnie wiara (oooo na szczęście, bo nie mam ochoty na kolejną jazdę na tle religijnym, z głosami Boga w zestawie).
I chce mi się chcieć.
I wszystkie emocje można liczyć razy milion. Złość jest tak silna, że człowiek omdlewa, radość tak ogromna, że ma się wrażenie, że wybuchnie klatka piersiowa, wzruszenie tak mocne, że łzy leją się strumieniami, a gardło jest ściśnięte tak mocno, że ma się wrażenie, że człowiek się udusi. Tylko smutek jeżeli przychodzi to intensywnie, ale na dwie, trzy minuty i natychmiast jest zastępowany innym uczuciem.
I byłam u psychiatry, ale nie przyznałam się do tego stanu. Tsiiii.
I mam ochotę na alko, litry alko i mam ochotę mieć w nosie swoją wątrobę, ale, że siadło też na fakt dbania o siebie, to sumienie mi nie pozwala, a szkoda bo wódka i whiskey czekają…
I muzyka smakuje, zapachy są kolorami, smaki zaś symfonią…
W hipo występuje coś na kształt synestezji.

Synestezja (gr.synaísthesis – równoczesne postrzeganie od sýn – razem i aísthesis – poznanie poprzez zmysły) – stan lub zdolność, w której doświadczenia jednego zmysłu (np. wzroku) wywołują również doświadczenia charakterystyczne dla innych zmysłów, na przykład odbieranie niskich dźwięków wywołuje wrażenie miękkości, barwa niebieska odczuwana jest jako chłodna, obraz litery lub cyfry budzi skojarzenia kolorystyczne itp.

Zamieniłam kilka słów z mamą i już kompletnie uciekła mi wena, uciekło mi to, o czym miałam pisać. Chrzanić ;).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *