Bóg w chorobie,  CHaDowe życie...,  Mania,  Wszystkie wpisy

Światowe Dni Młodzieży

Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią
Mt 5,7

Bolące gardło po długich próbach śpiewu, zdarte opuszki palców od metalowych strun gitary, wiele minut śmiechu, zawiązanie się bliskich relacji w Parafialnym Centrum ŚDM
, tysiące uśmiechów, chwile niepewności i bezradności, momenty wyczerpania, nagłe zastrzyki energii od Ojca, wspaniali Cypryjczycy, kolejny etap nawrócenia
, nowe przyjaźnie, chwilowe uczucie beznadziejności, że mimo włożonej pracy w przygotowania, nie będzie mnie na ŚDM, wybuch radości, gdy dostałam wiadomość, że moje marzenie się spełni, zapchane tramwaje, cudowna bliskość Ojca Świętego, poparzona słońcem skóra, Papież widziany na telebimach, przemoczone ubrania, pyszne pierogi ruskie i mniej smaczne z mięsem, zgubienie się w Krakowie, zablokowane Stare Miasto, przypadkowe i planowane spotkania ze znajomymi, łzy wzruszenia, wielokrotnie wypowiedziane „dziękuję”, najlepsze lody malinowe w moim życiu, przenoszenie znajomości z płaszczyzny wirtualnej na rzeczywistą, kilometry przemierzone na nogach, przeżycia duchowe, których się nie da opisać – tak w wielkim skrócie mogę opisać przygotowania do ŚDM, Dni w Diecezjach oraz same Światowe Dni Młodzieży w Krakowie.

To właśnie z tego powodu na tak długi czas zapadła cisza na blogu, całe moje życie kręciło się wkoło tego wydarzenia, co niesamowicie przyciągnęło mnie do Boga. Kolejny raz było mi dane zobaczyć na własne oczy, że Kościół to nie przestarzała instytucja a żywe, Mistyczne Ciało Chrystusa! Spotkałam tłum ludzi wyznających wiarę w tego samego Boga, wspólnie modlących się, uczestniczących we Mszy, czuwających, tańczących czy śpiewających na Chwałę Ojca. To co widziałam, określam eksplozją Chrześcijaństwa. Tyle się mówi o tym, że to tylko upadająca religia, że nie pasuje ona do dzisiejszych czasów, bo ludzie, zwłaszcza młodzi nie chcą żyć według przykazań. Bzdura! Te kilka dni w Krakowie pokazują, że jest odwrotnie, ukazują piękną prawdę o tym, że ludzie szukają Jezusa i… odnajdują Go – chociaż może bardziej właściwym, byłoby stwierdzenie, że to On ich odnajduje. Uczestnicy mają swoją jedyną, niepowtarzalną historię, która prowadzi ich do Zbawienia. Każdy z nas ma w swoim życiu moment, w którym usłyszał Chrystusowe „pójdź za Mną”.

Muszę przyznać, że było we mnie tak dużo emocji, że nauki Papieża muszę przesłuchać jeszcze raz na spokojnie w domu, gdyż ciężko mi było się dobrze skupić na tym co mówi, przez co jestem pewna, że wiele dobrych słów umknęło mojej uwadze. Dane było mi uczestniczyć jako „wolny strzelec” w trzech dniach tego wspaniałego spotkania. Czy było warto? Zdecydowanie tak, jedyne czego żałuję to, to, że nie dowiedziałam się wcześniej o tym, iż można w tak wielu punktach programu uczestniczyć za darmo oraz tego, że pozwoliłam sobie wmówić, że ŚDM nie jest skierowane do mnie i się tam nie odnajdę.

Co mi najbardziej utkwiło w pamięci? Słowa Ojca świętego o zmianie z trybu kanapowego na aktywny.

“Jezus nie jest Panem komfortu, bezpieczeństwa i wygody. Aby pójść za Jezusem, trzeba mieć trochę odwagi, trzeba zdecydować się na zamianę kanapy na parę butów, które pomogą ci chodzić po drogach, o jakich ci się nigdy nie śniło, ani nawet o jakich nie pomyślałeś, po drogach, które mogą otworzyć nowe horyzonty, nadających się do zarażania radością, tą radością, która rodzi się z miłości Boga, radością, która pozostawia w twoim sercu każdy gest, każdą postawę miłosierdzia. Pójść na ulice naśladując „szaleństwo” naszego Boga, który uczy nas spotykania Go w głodnym, spragnionym, nagim, chorym, w przyjacielu, który źle skończył, w więźniu, w uchodźcy i w imigrancie, w człowieku bliskim, który jest samotny. Pójść drogami naszego Boga, który zaprasza nas, abyśmy byli aktorami politycznymi, ludźmi myślącymi, animatorami społecznymi. Pobudza nas do myślenia o gospodarce bardziej solidarnej. We wszystkich środowiskach, w jakich jesteście, miłość Boga zachęca nas do niesienia Dobrej Nowiny, czyniąc ze swojego życia dar dla Niego i dla innych. To znaczy do bycia odważnymi i wolnymi.”.
Papież Franciszek

Czemu akurat te słowa? To proste – jestem typem lękliwego kanapowca, który dużo gada a niewiele robi, więc jakby nie było, te słowa były skierowane do mnie i mocno mnie poruszyły. Ile razy sama wybierałam wegetację na kanapie, zamiast ruszyć drogami Jezusa? Jak wiele wymówek znalazłam, by zostać na wygodnej, „bezpiecznej” pozycji? Ile razy wymigałam się od pomocy bliźniemu, bo przecież „tak jest łatwiej? Słowa te wwierciły się w moją głowę i serce, nie pozwalają o sobie zapomnieć. Bardzo się z tego cieszę, bo może to właśnie one, gdy następnym razem będę chciała znów zacząć wegetować, sprawią, że coś we mnie pęknie i wybiorę jednak buty, dzięki którym będę mogła wyjść na drogi o których nawet nie śniłam.

Emocje ciągle we mnie żyją i ciężko mi sklecić bardziej sensowne zdania ;). Jakie będą owoce ŚDM? Jestem pewna, że będą dobre, ważne, by je pielęgnować w sobie i nie pozwolić, by zaczęły gnić lub usychać.

Nie chcę pisać tutaj o sprawach czysto organizacyjnych, każdy ma swój pogląd na ten temat. Ze swojej strony chcę podziękować WSZYSTKIM, którzy sprawili, że te dni były tak wyjątkowe i bezpieczne. Dziękuję mojej siostrom i rodzicom, dzięki którym mogłam znaleźć się w Krakowie. Dziękuję wolontariuszom, którzy włożyli w to dzieło kawał swojego serca. Dziękuję Parafialnemu Centrum ŚDM w którym jestem i naszemu super Duszpasterzowi K.  ( i księdzu T. też dziękuję, że dzielnie znosił ponad dwa tygodnie codziennych prób). Dziękuję władzom, służbom, które czuwały nad naszym zdrowiem i bezpieczeństwem, pielgrzymom, którzy stworzyli tę niezwykłą atmosferę, Ojcu Świętemu za każde słowo i nade wszystko Ojcu Niebieskiemu, za to, że pozwolił, by ŚDM miało miejsce w Polsce <3 .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *