CHaDowe życie...,  Depresja,  Uncategorized

Odhaczam z listy.

Usiłuję pozbierać się do kupy.
Mieszanka strachu, bezradności i miliona pomysłów na siebie.
Poczucie, że już nigdy nie będzie lepiej, które miesza się ze świadomością, że przecież zawsze po kilku miesiącach depresji jest lepiej. 
Boli. Cholernie boli.
Poczucie, że jest się ciężarem dla własnej rodziny jest chwilami ciężkie do udźwignięcia. 
Mam dosyć ciągłego czepiania się ojca.
Jak nie o to, że nie mam pracy, to o to, że jem.
Sięgam po jogurt na śniadanie?
Pada złośliwe pytanie, czy znowu mam chcice na słodkie i o to ile już utyłam.
Złośliwe komentarze na temat tego, że za dużo śpię.
Złośliwe komentarze na temat A.
Kurwa już chyba pod każdym względem wszystko robię nie tak.
Z jednej strony marzę o tym, by jak najszybciej znaleźć jakąś pracę w sąsiednim mieście i się tam przeprowadzić.
Ileż kurwa można.
I to cholernie bolesne stwierdzenie, że celowo się tak zachowuje.
„Wiem, że wygodnie Ci się siedzi u rodziców na garnuszku”.
„Ludzie jakoś z Twoją chorobą żyją i pracują, mają rodziny, dzieci”.
„Wszystko przez to, że naczytałaś się w Internecie objawów i teraz wszystkie z listy odhaczasz”.
Tak odhaczam.
Odhaczam przyspieszone tętno i spocone dłonie, gdy dzwoni do mnie obcy numer telefonu.
Odhaczam podejście do sklepu, przekonywanie samą siebie, że muszę tam wejść i zrobić zakupy, po czym odejście bez wejścia do środka, bo wygrał ze mną lęk.
Odhaczam to, że podchodzę do zakładu pracy z CV w ręce, stoję pod nim 20 minut jak wryta, po czym szybko się oddalam ze łzami w oczach i zawrotami głowy.
Odhaczam to, że od roku (!!) usiłowałam się zapisać na terapię i gdyby nie to, że propozycja wyszła od strony przychodni do której chodzę, to pewnie nadal bym nie była na nią zapisana.
Spięcie przy spotkaniu z A. tydzień temu też odhaczyłam, wyczytałam to sobie w Internecie, że my, ChADowcy w czasie depresji jesteśmy spięci jak struna przy spotkaniu z drugim człowiekiem. Czasami nawet jeżeli jest to wieloletni przyjaciel.
Wyczytałam i odhaczyłam sobie drżenie.
Napady obżarstwa też sobie odhaczam, bo sam ChAD to za mało, fajnie by było mieć jeszcze zaburzenia osobowości (najlepiej mieszane, a nie jedne konkretne!) i zaburzenia odżywiania. 
I odhaczam sobie brak zainteresowania tym, co do tej pory sprawiało mi przyjemność.
I te kilka łez, które jestem jeszcze w stanie wycisnąć, też odhaczam.
Odhaczam bóle mięśni, kości, stawów, kołatanie serca, duszności, zawroty głowy….
Jestem już zmęczona wstawaniem o 7, bo inaczej ojciec jest wkurwiony.
Jestem zmęczona tym, że świat kręci się wkoło mojego brata.
To znaczy…
Wiem, że tego wymaga sytuacja.
Jednak chyba pierwszy raz od 26 lat zaczynam czuć gniew.
Całe życie byłam przekonana, że muszę opiekować się rodzicami i bratem.
Że to ja z nimi zostanę na starość.
Od dziecka czytałam w listach od moich sióstr w zakonie, że mam być silna, grzeczna, pomagać rodzicom przy R., być ich wsparciem, dzieckiem na którym można polegać.
I tak sobie dorastałam w przekonaniu, że moim obowiązkiem, jako tej najmłodszej, jest porzucenie własnych marzeń, pragnień i potrzeb na rzecz opieki nad nimi. 
I kłóci się to wszystko we mnie. 
Poczucie winy bije się ze złością, gniewem.
I odwieczne pytanie: co takiego zrobiłam? 
Chwilami wolałabym być „martwa”, nie czuć, nie widzieć, nie słyszeć, nie myśleć. 
Czasami tęsknię za gimnazjum i tym sztucznym światem wytworzonym razem z P., która chciała, bym mówiła do niej „mamo”.
Jednak później słyszę wibrujący telefon i przychodzisz Ty. I przychodzi ukojenie. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *