Bóg w chorobie,  Wszystkie wpisy

Modlitwa ocalenia?

Wiara jest walką. Jeżeli wiara jest walką to między czym a czym? I po której stronie stoję? Jeżeli między Dobrem a złem, to przecież zło jest na przegranej pozycji. No tak. Na przegranej pozycji jeśli chodzi o ogół, ale nie jeśli chodzi o jednostkę. Wychodzi na to, że wiara to… życie. Bo przecież życie jest nieustannym wyborem między dobrem i złem. Nie raz usiłuję być neutralna, ale… Mam wrażenie, że moja neutralność jest zazwyczaj przyzwoleniem

na zło, czyli wersją przegraną. Wracając do jednostki. Toczy się walka o moją duszę (jak i o dusze każdego z nas) a ja tak zwyczajnie, bez głębszego namysłu oddaję walkę walkowerem. Ot tak. Dlaczego? Bo podjęcie tej walki oznacza też podjęcie odpowiedzialności za siebie, swoje czyny i otaczający mnie świat, a przecież tego tak bardzo chcę uniknąć. Nie chcę dorosnąć psychicznie a więc i duchowo.

Obwiniam Boga za coś w co wkopałam się sama z własnej woli. Jeden grzech, drugi, poczucie braku godności, które z czasem przerodziło się w irracjonalną złość na Ojca za to, że mi nie pomaga walczyć z moimi wadami. I zły już miał pole do popisu… Mam słabiutki charakter i jestem podatna na manipulację, zwłaszcza tę, która dotyczy duchowości. W ten sposób przypisałam całą moją wiarę hipomanii, bo przecież to, co wyprawiałam nie było normalne. Może i nie było normalne, ale będąc z Bogiem nic nie jest… normalne 😉 Nie potrafię przyjąć do siebie, że w moim życiu zadziały się cuda, że mam na koncie interwencje świętych. Jasne, nie przeczę, że część moich zachowań była patologiczna, wręcz zdaję sobie sprawę z tego, ale to nie znaczy, że mam wszystko rzucić i uziemić się w jakichś dziwnych regułach nieczucia, niemyślenia i niebycia z Nim.  W dodatku łatwo wchodzę w stan „kiedyś, kiedy zajmowałam się okultyzmem było lepiej, przynajmniej miałam pasję i jakąś władzę”. Umhm. Brawa dla złego, manipulacja pierwsza klasa. A ja daje się w to wciągnąć w mgnieniu oka. Jakie było lepiej? A o koszmarach, lękach, myślach samobójczych (które zbiegły się w czasie z początkiem zafascynowania okultyzmem), paraliżach sennych i tych strasznych doznaniach w nocy to już się zapomniało? Wewnętrzny głos zaraz oponuje – ale to była tylko Twoja wyobraźnia, która pracowała na najwyższych obrotach. Ta? No może, ale w takim razie podziękuję prowokowaniu mojej wyobraźni. Szkoda tylko, że do takich wniosków dochodzę po prawie pół roku.
I tak się zastanawiam, czemu ja tego wszystkiego nie rzucę. Przecież Bóg dał nam wolną wolę i nie będzie mnie na siłę trzymał. Wrócę na starą ścieżkę i będzie ok. Albo zostanę osobnikiem bez Boga. O. Tak wykombinuję. I nie mogę. I po jakimś czasie przypominam sobie jak na początku nawrócenia tak bardzo modliłam się mniej więcej tymi słowami:
„Jezu, wiem, że teraz jest dobrze, ale wiem, że jeszcze nie raz upadnę, nie raz będę uciekała w panice przed Tobą, wyrywała się z Twych objęć. Błagam Cię Jezu, nigdy mnie nie puszczaj, nawet jeśli będę wrzeszczała, że już w Ciebie nie wierzę, że nie chcę już dalej z Tobą iść. Bo wiem, że zły nie odpuści mi już nigdy”.
I jakoś tak… Złoszczę się i uwielbiam jednocześnie to, że wypowiedziałam wtedy tę modlitwę. Może tylko dzięki niej, jeszcze żyje…
Może jutro wreszcie uda mi się wyspowiadać.
Jezu, błagam, ratuj.

2 komentarze

  • Owca

    Wielkim krokiem naprzód jest to, że widzisz to wszystko. Nie ważne ile czasu zajęło Ci dojście do takich wniosków 😉

    Gdzieś ostatnio przeczytałam, że jeśli kiedykolwiek w życiu uznało się Jezusa za swojego Pana, to każda próba odchodzenia od Niego jest wyrywaniem sobie serca… :*

    On pamięta <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *