CHaDowe życie...,  Depresja,  Wszystkie wpisy

Kupię wiaderko łez.

Nie płacze.
Nie mam łez.
Z mojego wnętrza wydobywa się suchy szloch.
Nawet jeżeli to histeria, to więcej w niej zapowietrzenia, odpływania, utraty kontaktu z rzeczywistością, niż łez.
Brakuje mi płaczu.
Przynosił ulgę, choć tak często pojawiał się w najmniej oczekiwanym momencie.
Wystarczyło się skulić w pozycję embrionalną, schronić swoje kruche „ja” i płakać.
Teraz nie ma łez.
Nie ma też szczerego śmiechu.
Jest jeszcze resztka uśmiechu.
Jednostronna.
Zaczęłam się bardziej uśmiechać jedną stroną twarzy. 
Trochę jakby to był grymas.
W jednej chwili ogarnia mnie totalna bezsilność.
Patrzę na nadgarstek, na przedramię, na te kilka płytkich blizn i czuję uderzenie gorąca i po chwili przerażające zimno.
Myśli wędrują do szuflady, do żyletki, wyobraźnia podsuwa obraz na którym dociskam ostrze i bardzo powoli przeciągam po udzie.
Mija moment zanim zorientuję się, że wbiłam w przedramię kredkę i nią ciągnę po skórze.
Cóż… Przynajmniej nie został ślad, a zabolało.
Czuję wewnętrzny niepokój.
To tak jakby mój mózg ciągle był w trybie „Uwaga! Niebezpieczeństwo!”.
Ciągle gotowy zmobilizować ciało do ucieczki, a jeżeli to nie nastąpi, zafunduje myśli samobójcze do poduszki. 
Tak strasznie chce mi się płakać.
Dusza mi wyje, ciało już nie potrafi.
Psychika dziś boli tak namacalnie, że czuję to ciałem.
Ciężar, ból rąk, nóg, spięte mięśnie.
Ostatnio znowu się złapałam na tym, że wyłączyłam się i zaczęłam naparzać plecami w ramę łóżka.
Nie jestem w stanie nawet powiedzieć o czym myślałam.
Totalne odcięcie w muzyce.
Zaczynam wpadać na coraz głupsze pomysły.
Odstawić leki.
„Przecież i tak nie działają. Efekty uboczne. Schudniesz. Odzyskasz czucie. Trujesz się. Wróci Ci miesiączka, a nie tak jak teraz raz pół roku. A tak naprawdę nic Ci nie jest i nigdy nie było, wymyśliłaś sobie chorobę, jesteś leniwym debilem.”
Wiem, że to bujda na resorach, ale myśli krążą.
Tak jak jak usiłują nakłonić, do dxmu, do pseudoefedryny.
Trzymają za pysk i nie chcą puścić.
Czuję, że coraz bardziej zagubiona w tym wszystkim.
Gubię się w życiu. 
I mam ochotę się poddać, choć mam dla kogo walczyć.
Nie powinno tak być.
Nie powinno…

Jeden Komentarz

  • BorderlineMary

    Rozumiem. Ja powoli znowu wychodzę z tego stanu i… idę na L4 na pół roku. Mam nadzieję, że mi to pomoże, a nie zaszkodzi – choć idę przede wszystkim ze względów finansowych.
    Siedzę sobie teraz z winkiem, wiesz? Carlo Rossi brzoskwiniowe, jeszcze nigdy go nie piłam. Od kilku dni prześladują mnie myśli o żyletce. A raczej o rozwaleniu maszynki do golenia, bo nigdy nie zdobyłam się na to żeby kupić sobie normalną żyletkę. Siedzę sobie z tym winem i zastanawiam się w jakim jestem stanie. Wiem na pewno, że to nie jest tryb „remisja”, bo niedawno ją przeżyłam i to jest najpiękniejsze co może być. Nawet hipomania nie jest tak piękna jak kochana remisja. Ale wracając – nie wiem co to jest – czy początek depresji czy może początek manii? Pewnie to znasz. Może to jest ten stan mieszany. Wiem, że dzisiaj nie wezmę leków, bo przecież mam całą butelkę wina do wychlania. I przypomina mi się ten pierwszy raz, gdy się tak masakrycznie pocięłam, gdy urwał mi się film i dzwoniłam do rodziców o 3 w nocy. Pamiętasz? Mam nadzieję, że ten wieczór tak się nie skończy. Boję się tego L4, wiesz? Cholernie się boję, że nie spełnię swoich oczekiwań, że się rozwalę kompletnie.
    Tak, wiem. To Twój blog. Pewnie złoszczą Cię moje wynurzenia tutaj. We mnie pewnie pojawiłaby się złość… W końcu mam swojego bloga na takie wynurzenia. Ale piszę to wszystko żebyś wiedziała, że na mnie zawsze możesz liczyć – napisać, zadzwonić, choćby pomilczeć. Bo ja wiem, Chadowa, ja wiem i rozumiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *