CHaDowe życie...,  Wszystkie wpisy

Delikatne…

Delikatnie, muska, dotyka niewidzialne.
Znowu stałam się tą delikatną kobietą, z emocjami, którą tak łatwo wzruszyć.
Odzyskałam emocje.
Jest lepiej, dużo, dużo lepiej, chyba tak wygląda normalność.
Nie biegam, nie łapię radośnie motyli, nie zrywam kwiatów.
Nie płaczę z bólu duszy, nie przesypiam pół dnia.
Owszem, jestem jeszcze otępiała i chwilami gapie się bez sensu w monitor, bo złapałam zawieszkę, ale to zasługa kwety, ale już coraz lepiej ze sobą współpracujemy, już nie ma brutalnej walki z wysokim tętnem, zawrotami głowy, derealizacją.
Jest spokój.
Jedno, co jeszcze nie jest w normie, to rozmowy z ludźmi.
A może ja właśnie taka jestem, może ja nie potrzebuje kontaktu 24/7?
Może właśnie jestem z tych co napiszą od czasu do czasu?
I to nie jest kwestia bycia samolubem, który myśli tylko o sobie.
Zwyczajnie jestem typem samotnika i… dobrze mi z tym.
Z drugiej strony maniakalne pogodzenie się z tym, że do końca życia „będę sama” i „na 90% nie będę miała dzieci”, poszło się jebać.
Gdy wszystko wraca do normy jestem romantyczką, nie stąpam twardo po ziemi, chciałabym kochać i być kochana, gdy jest normalnie chciałabym mieć dzieci, z drugiej strony…
Potomek mógłby odziedziczyć ten nieszczęsny ChAD, mógłby patrzeć na matkę, która nie daje rady.
Tego bym nie chciała, tego się boję.
Tak samo jak boję się… miłości.
Boję się kochać, boję się być kochana.
I panicznie boję się odtrącenia, dlatego nawet nie próbuję.
Gruba nie może być kochana i nie ważne, że są przykłady wkoło mnie, że tak nie jest.
„Mnie się nie da” i ogromny mur.
Oj mężczyzno, potencjalny Tobiaszu wysłany do mnie, Sary, będziesz musiał się przebić przez mury gorsze niż miało Jerycho.
No to zajechałam wersją religijną…
Odzyskałam emocje.
Każda pastorałka/kolęda doprowadza mnie do silnego wzruszenia.
Jak kiedyś.
Jak dawniej.
I uśmiecham się sama do siebie, mimo trudności.
Nie ma pracy, ale 12 jest komisja na stopień niepełnosprawności, może z nim coś się znajdzie.
I uśmiecham się sama do siebie, mimo, że nie czuję się pewnie, bo czuję jakieś bliżej nieznane dobro.
I nie jestem pewna skąd ono pochodzi, od Boga? Może.
Może pochodzić i od Niego, w tej wersji jest ok, w tej niemaniakalnej może wreszcie się zrozumiemy.
I o mało nie wróciłam do okultyzmu po raz setny, i po raz setny, coś mnie odciągnęło.
Drodzy przyjaciele, przepraszam, że milczę, pamiętam o Was, ale potrzebuje trochę ciszy, trochę wyciszenia siebie, swoich emocji i swojego życia.
Musze na nowo oswoić się ze swoimi emocjami, by nie zrobić nimi krzywdy ani sobie, ani Wam.
A tym czasem, w mojej głowie miłośnie gra Pidżama.

„Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości, jak Ty…”

Jeden Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *