CHaDowe życie...,  Depresja,  Wszystkie wpisy

Blizny

Mój dom murem podzielony
Podzielone murem schody
Po lewej stronie łazienka
Po prawej stronie kuchenka
Mój dom murem podzielony
Podzielone murem schody
Po lewej stronie łazienka
Po prawej …
Moje ciało murem podzielone 
Dziesięć palców na lewą stronę 
Drugie dziesięć na prawą stronę 
Głowy równa część na każdą stronę 
Moje ciało murem podzielone 
Dziesięć palców na lewą stronę 
Drugie dziesięć na prawą stronę 
Głowy równa część na każdą stronę 
Moja ulica murem podzielona
Świeci neonami prawa strona
Lewa strona cała wygaszona
Zza zasłony obserwuję obie strony
Moja ulica murem podzielona
Świeci neonami prawa strona
Lewa strona cała wygaszona
Zza zasłony obserwuję obie strony
Moja ulica murem podzielona
Świeci neonami prawa strona
Lewa strona cała wygaszona
Zza zasłony obserwuję obie strony
Lewa strona nigdy się nie budzi
Prawa strona nigdy nie zasypia

Tak to czuję, tak jest, tak, jestem podzielona.
Wczoraj zaczęłam tańczyć na granicy.
Cel: iść do sklepu i apteki.
Do sklepu/kiosku po żyletkę, do apteki po opatrunki.
Taka jestem „idealna”, że cięcie musi być opatrzone, żeby się nie przebiło przez spodnie.
-Przez spodnie zapytasz?
Umhm. Tnę się wysoko po udach, by nie było widać.
-No to po co się tniesz, skoro tego nie widać? Przecież Wy wszyscy tniecie się po to, żeby każdy widział jacy to Wy biedni jesteście!
No… Nie działa to w ten sposób…
A więc, czemu się cięłam(piszę jeszcze w czasie przeszłym, ale obawiam się, że niedługo będzie to już czas teraźniejszy)?
Bo muszę, psychiczny przymus mnie pcha do tego.
Nie daję sobie już rady, napięcie sięga zenitu, nie mam już innych dróg ucieczki, więc sięgam po nią – małą, srebrną, ostrą żyletkę, przykładam do skóry, przyciskam, wstrzymuję oddech i przeciągam.
O kurwa, boli.
Cudownie boli.
Cięcie zalewa krew, która powoli spływa po udzie.
Jedno, drugie, trzecie, dziesiąte cięcie.
Starczy, bo nie ukryję tylu na raz.
Równiutkie, równoległe do siebie.
Nawet tutaj górą jest pedantyzm.
Dość głębokie, rozłażą się, często ropieją, nie chcą się goić.
Czemu to zrobiłam?
By się ukarać.
Widocznie znowu nie byłam na tyle dobra, widocznie znowu przekroczyłam nieprzekraczalne, widocznie znowu zawiniłam.
By się ukoić.
Krótkotrwały ból fizyczny jest dla mnie łatwiejszy do zniesienia, niż ciągły ból psychiczny.
To sposób na odwrócenie uwagi swojego mózgu od jego własnej sieczki, którą mi funduje na co dzień.
Poza tym… Krew, widok krwi spływającej po udzie jest w pewien sposób kojąca.
Odkupienie samej siebie.
Zmycie grzechów.
By mieć przez chwilę wrażenie, że kontroluję cokolwiek w moim życiu.
Wydawało mi się, że kontroluję to, że się tnę.
WYDAWAŁO, to dobre określenie…
W pewnym momencie to cięcie kontrolowało mnie, stawałam się marionetką, którą poruszała żyletka.
Nie umiałam wołać o pomoc.
Zostałam wychowana tak, bym „poradziła sobie sama”.
Moi rodzice zrobili to niechcący w zły sposób, to, że nie radziłam sobie w podstawówce z poniżaniem i to, że mój tata wiecznie powtarzał mamie, że nie ma co reagować, muszę nauczyć się radzić sobie sama, doprowadziło do tego, że zamknęłam się w sobie na dobre 8 lat, później coś we mnie pękło i raz zawołałam, nieco pod przymusem o pomoc. Jednak nigdy nie wyszłam z tego przekonania całkowicie, więc…
Cięłam się.
Nie chciałam się przyznać do tego, że potrzebuję pomocy, a sama już sobie nie potrafiłam dać rady, więc sięgałam po żyletkę.
Często słyszałam od znajomych i przyjaciół, że to, co robię jest totalnie głupie, że ja jestem glupia.
To powodowało jeszcze większe zamknięcie się w sobie, mimo, że to faktycznie do najmądrzejszych rzeczy nie należy…
Tylko to wszystko nie zależało do końca ode mnie.
Tak jak napisałam na początku: to była forma przymusu.
Co więc stało się, że przestałam?
Przypadek, górka.
Ostatnie blizny po cięciu mam na ręce, nieco się przeraziłam, że wyszłam poza „bezpieczny teren”, złapałam hipo, zaczęłam ostro imprezować, dostałam pracę i nieco się uspokoiłam na jakiś czas, wiedziałam, że każde cięcie teraz będzie widoczne, bo przebierałam się w szatni przed i po pracy, już i tak musiałam się nakombinować z ukrywaniem blizn.
Od marca udaje mi się jako tako wytrzymywać bez cięcia, jednak z każdym „napadem” jest mi coraz gorzej panować nad sobą, z każdym napadem jestem coraz bliżej odnowienia nałogu cięcia się…

Jeden Komentarz

  • Mary Margaret

    Ukrywanie blizn.. no trzeba się nakombinowac. Też mam takie, które wyszły poza bezpieczny teren – na nodze, przy kostce.. na szczęście ludzie raczej nie widzą. Żyje w dużym mieście, a jak wiadomo, im więcej ludzi tym mniej się rzucasz w oczy.
    Ja bym nie umiała opisać dlaczego się tnę. Tak, jest to forma przymusu… Rodzaj odreagowania, jak alkohol.
    Też od kilku miesięcy się nie tnę i prawdę mówiąc bardzo uważam żeby nie zzaciac się przy goleniu nóg i albo zbieranie resztek stłuczonego szkła. Mam przeczucie, że jak się zatne choćby przypadkiem to ten nałóg wróci. Musi mnie każdego dnia.

    Dlaczego to robię..? Uspokaja mnie widok krwi. To chore i wstyd się do tego przyznać, ale fascynuje mnie to jak spływa po ciele… Skupiam się na tym i zapominam na chwilę o cierpieniu.

    A co do tego, że tnę się żeby wszyscy widzieli… Nie, zdecydowanie nie. Nie chcę żeby widzieli, wstydzę się tego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *