CHaDowe życie...,  Depresja,  Wszystkie wpisy

Anhedonia, derealizacja i całe to gówno.

Ciężko mi dzisiaj pozbierać myśli.
Nie kleją się, a w głowie pustka, ziejąca, czarna dziura.
Dzisiejsza rozmowa z mamą na temat leków przywiodła mi na myśl dwie opcje: albo jestem wybitną aktorką, albo mama usiłuje zaklinać rzeczywistość i nie widzieć tego, co się ze mną dzieje.
Może obydwie wersje są prawdziwe?
Boję się. Kolejny dzień nie opuszcza mnie lęk.
Cierpną mi koniuszki palców, nie mam siły na nic.
To ciekawe, że pisanie na tym blogu najlepiej idzie mi w takim stanie.
Zdjęcia też najlepsze robię w depresji i stanach lękowych, o ile uda mi się je przezwyciężyć i wyjść na zewnątrz.
Na razie trzeci dzień skutecznie tego unikam, ale jutro muszę „opuścić ciepły kurwidołek” i iść na wizytę u psychiatry.
Nie wiem, jak ja sobie z nią poradzę.
Mam taką nadzieję, że tam się doczłapię i po prostu rozryczę.
Nic więcej.
Nie mam siły mówić, opowiadać o tym demonie, który we mnie siedzi i powoli zabija, wysysa energię życiową, zaciska sznur na szyi, podrzuca te żyletki, ale jestem w stanie pisać…
Dużo piszę o cięciu i mam wrażenie, że to pozwala mi nie sięgnąć po żyletkę.
Już samo wyobrażenie jak przeciągam po skórze, rozdzieram powoli tkanki, które zalewają się krwią, daje mi jakąś dziwną ulgę, pozwalając uniknąć kolejnych blizn na ciele.
Idealnie równoległych, w grupach. Nawet to musi być perfekcyjne.
Zawsze w depresji boję się wyzdrowieć.
Mam nieodparte wrażenie, że gdy znikną epizody, gdy przyjdzie remisja, to stracę siebie.
Że utracę jakąś mityczną część, która odpowiada za to, kim jestem, jaka jestem naprawdę.
Powinnam na serio szukać pracy. Zostały 3 miesiące, żeby mieć pełny rok przepracowany, czas biegnie, a ja czuję się bezwolna.
Wysyłam CV, a w głębi duszy błagam, by nikt się nie odezwał, bo w razie czego nie będę w stanie nawet iść na rozmowę i logicznie się zaprezentować.
Zresztą jak tu się dobrze pokazać, jak patrzę w lustro i zbiera mnie na wymioty?
Jak ktoś z inteligencją naleśnika może się starać w ogóle o pracę?
Co ja potrafię? No nic.
Miałam własną firmę, spierdzieliłam szansę, bo bałam się pokazać efekty swojej pracy, bałam się krytyki, bałam się zareklamować, nie czułam się na siłach, by to pokonać.
Do tego byłam zbyt leniwa.
Chociaż z drugiej strony pracowałam od rana do wieczora.
Jednak, gdy przychodziły rekolekcje, odpuszczałam na 10 dni, bo przecież „Bóg najważniejszy” i „jak mu się oddam to się tym zajmie”.
Gówno prawda.
Jak się sama tym nie zajmę, to Bóg mi nie ześle cudownego Aniołka, który się zajmie biznesem przez ten czas, ale jak się nasłuchało pewnego charyzmatyka, to się miało nierealne oczekiwania od rzeczywistości…
Nie sprzedawałam, więc nie zarabiałam, ciągnęłam tylko kasę od rodziców, by jakoś przetrwać z tym złudnym marzeniem.
Chciałabym być na swoim. Wiem, że w górkach byłabym w stanie sporo zrobić, w wypadku ciężkiej depresji mogłabym, choć na chwilę zwolnić, nie pokazywać swojej mordy innym ludziom.
Z drugiej strony, ja tak naprawdę nic nie potrafię.
To, co umiem, nie jest wystarczające i nigdy nie będzie, ale czuję jakąś blokadę w mózgu, która nie pozwala mi iść dalej, rozwijać się w swoich pasjach, iść w stronę marzeń, a wiem, że jako doradca klienta daleko nie uciągnę.
Póki jest dobrze, to pracuję bez problemu, ale zaczynają się potężne schody, gdy łapie mnie dół.
Zaczynam bać się klientów, nie jestem pewna swoich kompetencji, sprzedaż spada na pysk, szef się wkurza, ja ląduję na l4 i zaczynam śmierdzieć na kilometr.
Tak drodzy Państwo, w ostatnim epizodzie nie myłam się, kontakt z wodą miałam raz na 2 tygodnie, jak miałam wizytę u psychiatry, to i tak niezły wyczyn.
Czasami mam wrażenie, że nie zabijam się, bo ja i tak już jestem martwa.
Ja i cały ten świat nie jesteśmy realni. To się nie może dziać.
Tak, dopadła mnie derealizacja, nienawidzę tego uczucia, choć nie jest jeszcze pełne, nie mam jeszcze tego dziwnego uczucia w mózgu, że śnię.
Nie cieszy mnie nic, pasje nie sprawiają frajdy, kabarety, które nadal lecą w tle jako zapychacz już mnie nie śmieszą (nawet te, które po wielu latach oglądania wywołują u mnie uśmiech na twarzy w normalnym stanie, ot choćby kabaret Potem, Hrabi), kontakty z rodziną i przyjaciółmi, zamiast budzić pozytywne emocje, doprowadzają mnie do szału. Sprawiają ból, nie przynoszą radości. Anhedonia.
Mam cichą nadzieję na skierowanie do szpitala, boję się sama siebie, boję się tego, do czego jestem w stanie się posunąć.
Wiem, że mogę.
Już przecież kiedyś usiłowałam się zabić…
Jestem nikim.
Nic nie osiągnęłam.
Do tego jestem tak mało inteligentna, jak naleśnik.
Nie obrażając naleśnika…
Kurwa, mam dosyć.

8 komentarzy

  • ChADowa

    Matyldo, niesamowicie miło mi to czytać.
    W życiu codziennym, "rzeczywistym", gdzie nie występuję pod nickiem, poniekąd anonimowo, często zarzucano mi emocjonalny ekshibicjonizm, właśnie dlatego, że często pisałam bliskim znajomym (dziś wiem, że nie koniecznie przyjaciołom), iż nie daję już rady.
    To jeden z powodów dla którego piszę tutaj. Tutaj jestem "u siebie" i mogę pisać. Uprawiać ten swój emocjonalny ekshibicjonizm, prowadzić swoją autoterapię, ratować swoje życie słowami.
    A najbardziej serce mi rośnie, gdy czytam, że mój wpis komuś pomógł, nawet jeśli bezlitośnie pisałam o tym, że mam ochotę wymordować pół Polski a na końcu strzelić sobie w łeb, co wydawałoby się nie ma szans pomóc drugiemu człowiekowi, a jednak. Tak jak piszesz – dzięki temu, wiecie, że nie jesteście sami w tej nierównej walce, w tej "Czadowej" drodze, gdzie każdy dzień to taniec na linie, którą ktoś złośliwie rozhuśtał. Ja sam również czytam blogi innych, właśnie po to, by nabrać siły, przekonania, że nie jestem sama w tym wszystkim, nie jestem porzucona, że ktoś ma podobnie i udaje mu się z tym jakoś tam żyć…

  • Matylda

    Inspirujesz mnie, piszesz pięknie, oddając cały dramat tego z czym trzeba się zmierzyć, nie ukrywasz jak wygląda ta choroba, kiedy nas obezwładnia.
    Jest w tym tyle okrutnej prawdy.
    Obnażasz się , pokazujesz swoją bezsilność bezradność , dziękuję Ci, wiem że nie jestem sama w swojej walce.

  • ChADowa

    Dziękuję za informację i propozycję, niestety, ale mieszkam 330 km od Wrocławia a w obecnym stanie nie mam siły (nie tylko fizycznej), na taką podróż…
    Jednak dziękuję za pamięć <3.

  • Rafał

    Wierzę że tak właśnie nie stanie.

    W tym momencie przyszło mi do głowy, aby powiedzieć Ci o Marcinie Zielińskiem, który będzie w ten weekend we Wrocławiu. Ja jestem z Wrocławia – stąd o tym wiem. Jeżeli mieszkasz w pobliżu to może również i Ty się pojawisz tam. Marcin to młody człowiek, który rozpala w tych, którzy tego pragną, wiarę. A przy okazji uzdrawia ciało i umysł 🙂

    Link do miejsca gdzie możesz się zapisać: http://wspolnotakrzyzasmolec.pl (jeżeli problemem byłaby kasa to mogę Ci w tym aspekcie pomóc :-))
    A o Marcinie możesz dowiedzieć się więcej z Jego profilu na fb: https://www.facebook.com/marcinzielinskiposluga/
    Albo z wywiadu w TVN: http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/on-wskazuje-na-jezusa-a-nie-na-siebie,231493.html

    Wierzę, że jeżeli masz się tam znaleźć, to choćby nie wiem co, spotkamy się tam 🙂

  • ChADowa

    Utrafiłeś w sedno. Chociażbym nie wiem jak się Go wypierała, uciekała, chociaż nie mam siły wierzyć i od Boga i Kościoła (tak, świadomie piszę z wielkiej litery) jestem daleko od roku, to ciągle nie mogę o Nim zapomnieć. Ciągle moje serce woła "pomóż", "tęsknie", "przepraszam"… Może to wszystko, może to, co się ze mną dzieje, cały ten ból, jest już jedyną formą modlitwy na jaką mnie stać. Nie wiem. Gdzieś w głębi duszy mam nadzieję, że "nawiedzi mnie z wysoka Wschodzące Słońce" i będę mogła uwierzyć. Nie maniakalnie, nie depresyjnie. Wreszcie zdrowo uwierzyć, nie będąc kierowana przez swój chory mózg…

  • Rafał

    Nie wiem na czym to polega, ale to co czytam, mimo olbrzymiego ładunku cierpienia, bólu i strachu, wypełnia mnie nadzieją i wiarą. Bo w tym co czytam słyszę wołanie o pomoc. Modlitwę o to, by to co Cię zniewala odeszło.

    I ja dołączam się do tej modlitwy. Niech dobry Bóg wypełni Cię całkowicie, a to co przytłacza Cię teraz rozpłynie się jak sen o poranku.

    Amen.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *