CHaDowe życie...,  Depresja,  Wszystkie wpisy

Zakodowana

Mmmm, wybornie się rozpadam na kawałki, tylko po to, by skleić się dzień później.
Skaczę między dobrze, a źle.
Jakiś taki nijaki ten ostatni tydzień.
Hop, dobry dzień, uśmiech, szukanie pracy, nauka, kodowanie, gotowanie i sprzątanie, zakupy, trening i dieta.
Dzień później brak nadziei na lepsze jutro, brak sił do wstania z łóżka, włóczenie się po domu bez celu i mamtowdupizm z bezsilności.
I tak na zmianę od tygodnia.
Tylko tygodnia, a ja mam już dosyć.
Już wolę długotrwale jeden, albo drugi scenariusz.
Dalej mam w głowie myśli, że jestem zdrowa, nic mi nigdy nie było i nie ma sensu się truć lekami, bo nie mam chadu.
Nawet przy tej huśtawce mam takie myślenie, jak to określa się – chorobowe, złe.
Dzisiaj miałam wizytę u psychiatry i marudziłam mu, że śpię za dużo.
Dwanaście godzin w ciągu nocy to czasami za mało.
Odjął mi kwetaplex 25 na dzień.
Oczywiście nie przyznałam się, że sama go sobie odjęłam 2 miesiące temu bojąc się, że będę zbyt zmulona w robocie.
Jestem straszną pacjentką.
Jutro czeka mnie psychoterapia.
Dużo się na nich ostatnio dzieje, choć nadal przychodzę i nie wiem co się wydarzy.
Nie przychodzę z planem o czym chcę pogadać, jaki problem rozwiązać.
Zwyczajnie idę w ciemno, co się zdarzy, to się zdarzy.
Z jednej strony – spoko, bo często wypływają sprawy, których bym się nie spodziewała.
Z drugiej – miałyśmy walczyć z moim kompulsywnym objadaniem, a nie ruszamy tego tematu w ogóle.
Choć od 2-3 tygodni ataki zmalały do 1 razu w tygodniu i jest to napad minimalny, potrafię go w pewnym momencie wyhamować.
A dzisiaj… dzisiaj w skali od 0 do 10 czuję się na minus 15, jak to opisałam A.
Chwilę później miałam wyrzuty sumienia, że się przyznałam.
Często je mam, ale z drugiej strony nie chcę kłamać, że jest ok, gdy w środku chce mi się wyć, a zwykłe wysłuchanie lekcji o less i sass mnie przerasta…
Gdy nagle nie rozumiem co mam zrobić, by strona www wyglądała tak, jak chce.
Tak naprawdę to panicznie się boję, że cała ta nauka mi nie wyjdzie i nie dam rady. Cała kasa pójdzie w błoto, a ja zostanę jak zwykle z niczym.
Skąd taki lęk? Miałam lekcje programowania w szkole, niestety byłam straszną nogą z tego. Nie rozumiałam o co chodzi, poza tym sporo wtedy wagarowałam i miałam ogromne braki. Taki zestaw zafundował mi wstręt do jakiegokolwiek kodowania czegokolwiek.
I nie ważne, że lubię tworzyć strony w WordPressie i fajnie byłoby umieć stworzyć taką stronkę od początku. W głowie mam „i tak nie zrozumiesz”.
I każdorazowo mam oczy jak 5 zł, gdy okazuje się, że jednak kumam i ogromnego wkurwa, gdy muszę zrobić coś sama i mi to nie wychodzi.
Zmuszam się do tego kodowania, bo wiem, że mogę się nauczyć, a wszystko w środku wrzeszczy, że się nie nauczę i jestem do dupy.
Mój mózg uwielbia mnie demotywować.
To takie jego ulubione zajęcie.
O, coś Ci wychodzi, rozumiesz, to ja Ci teraz dopierdole.
NIE NAUCZYSZ SIĘ, LALALALALALA, NIE SŁYSZĘ CO MÓWISZ, LALALA.
Taki kurde rozwydrzony dzieciak z niego.
Sama sobie to robię.
Sama sobie i nie umiem przestać.
Tak wiem, to myślenie chorobowe, ale…
Ech.
Taki sam wstręt mam do języków obcych.
Ani me, ani be po angielsku.
Nienawidzę tego języka, jak o nim słyszę, to do razu widzę tą francowatą nauczycielkę z podstawówki, która ciągle darła mordę, szarpała, wyzywała i powtarzała, że nasi rodzice będą jej płacili odszkodowania za pracę z idiotami. Ten tekst padł w 2 klasie podstawówki. Po prostu…
W przedszkolu też nie lubiłam angielskiego, bo był oparty na zabawach ruchowych, a ja byłam za wolna. Z przedszkola pamiętam histerię jak miałam na tym angielskim zostać. A w gimnazjum… O to było super. Koleś ławkami rzucał. Dopiero w technikum trafiłam na fajną babeczkę, ale tutaj już ja zrąbałam sprawę, oczywiście wagarami.
No. Nie trawię angielskiego, ale bez niego w dzisiejszych czasach ni chuja.
Więc usiłuję się nauczyć i ulewają mi się słówka, a ja dalej, ani me, ani be, ani kukuryku.
A programowanie i angielski to taki… nierozerwalny duet.
Pocieszam się, że mój brat nie miał w życiu do czynienia z tym językiem i pisze programy wzorowo.
Może jest i dla mnie nadzieja.
Ale dzisiaj jestem zmęczona i nie mam siły na nic.
A muszę robić rzeczy.
Muszę…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *