CHaDowe życie...,  Depresja,  Wszystkie wpisy,  Zapiski szpitalne

23 X 2017

Gadałm z A.P., nie powiem, ulżyło mi…
Jednocześnie nie chcę być w tym szpitalu i chcę jak najszybciej stąd wyjść, a z drugiej strony…
Chcę tu zostać, bo mój nastrój skacze jak jebnięty.
Średnia jest „ok”, ale amplitud waha się od „jest zajebiście” do „kurwa, błagam, zabijcie mnie!”.
Pada, smętne krople deszczu na szybie.
Gdy dopadają mnie teorie spiskowe o myślenie”prześladowcze” wraz z fobią społeczną, to logika idzie w kąt.
Nie ważne jak duże są te fanaberie.
Logika zwyczajnie idzie w kąt.
Najbardziej boli mnie świadomość, że być może całe moje życie duchowe było winą choroby.
To znaczy…
Z jednej strony okultyzm jako wynik choroby – spoko, z drugiej strony chrześcijaństwo jako wynik całej tej choroby już takie spoko nie jest.
Czuję się tak, jakby zabrano mi sporą część mnie.
(…)
Mam 25 lat i marne szanse na rodzinę i dzieci.
Roztyta, obrzydliwa.
Mnie się nie da pokochać.
Nie da.
Bo kto by ze mną wytrzymał na dłuższą metę?
Kto?
Moje wieczne jazdy.
Zbliżanie i oddalanie.
Wycofanie.
Już pomijając te wyglądowe sprawy, to zabawa w ciuciubabkę może być intrygująca przez pierwszy tydzień, może dwa, później to tylko ból.
Będę samotna.
Jestem samotna i będę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *