CHaDowe życie...,  Depresja,  Wszystkie wpisy,  Zapiski szpitalne

18 X 2017

J. właśnie zebrała rzeczy i wyszła ze szpitala.
Zazdroszczę.
Na zebraniu społeczności zostałam wybrana do kuchni, do mycia garów.
Niezbyt mi to pasuję, biorąc pod uwagę moją męczliwość, ale lepszy rydz, niż być przewodniczącą.
Nie wiem, nie ogarniam, czuję się martwa w środku.
Ale tym razem nieco inaczej.
To nie jest depresja, to pustka po lekach.
Tak bardzo mnie wyciszyły, że aż wypatroszyły.
Tatku dzisiaj przyjeżdża.
Będzie rozmawiał z lekarzem na mój temat.
Zobaczymy, co mu powie.
Mam nadzieję, że da jakieś informacje, a może też przez to podgoni machinę diagnozowania.
Od tygodnia jestem na „spokojnej”, a 11 dni minęło od kiedy jestem ogólnie w szpitalu.
I czuję coraz większą dezinformację w moim mózgu i jestem coraz słabsza.
Dziesięć minut gimnastyki mnie męczy, tak samo chodzenie po korytarzu.
Zwykle przepranie bielizny jest związane z bólem pleców, więc nie mam pojęcia jak wytrzymam na kuchni, tracjąc co jakiś czas jakąkolwiek siłę w dłoniach…
______________________________________________________________________________________________

Miałam nadzieję, że terapia zajęciowa mnie rozrusza.
Ni cholery…
Irytuję się tylko…
Nie mam pojęcia…
Chcę spać.
CHCĘ SPAĆ!
Chce mi się płakać…
Nie wiem co ja mam tu robić…
Nie mam pojęcia.
Ciągle mam wrażenie, że oczytałam się o tym ChADzie i dlatego choruję…
Tymczasem co po pojawię się na terapii zajęciowej to szlag mnie trafia, wolę leżeć i czytać.
Zaczynam mieć rzuty.
Jeść, zajadać każdą emocję, a później ją wyrzucić, wyrzygać.
Chcę przespać pobyt tu.
Ot, co…
A od mycia tych przeklętych garów rozjebie mi kręgosłup…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *